Przejdź do głównej zawartości

Posty

Radość

  Piszę dziś, bo przepełnia mnie radość.  Nasz syn w końcu wyzdrowiał z infekcji ciągnących się od grudnia. Tak... jeszcze pochorował... jeszcze tydzień w szpitalu. Kolejne antybiotyki. Dziś ostatnia dawka! I chyba zrobię tak jak zrobiłam z sondą. Jak ją wyjmowałam jakiś rok temu, pomodliłam się i poprosiłam, by już nigdy więcej nie była potrzebna. Nie wiem czy to się da tak resztę życia bez antybiotyków... ale kto wie? Pan Bóg jest szalony!!! Chyba wszyscy czujemy wiosnę. Pierwsze ciepłe dni wykorzystujemy na maksa! Porządkujemy ogród, spacerujemy, podglądamy bociany w naszej wsi, zjedliśmy już pierwszy obiad na tarasie ☺️ Proste bycie razem sprawia nam ogromną przyjemność!  Wiktor znów nas zaskoczył. Już chodzi przy meblach i chodzikach, jeździ na rowerku, wydawałoby się, że zacznie zaraz chodzić. A on postanowił zejść na czworaki! W szpitalu nagle zaczął raczkować☺️ Kończę, bo się budzi. A wybieramy się na „wyprawę”! Trzymajcie kciuki. Zblizamy sie do decyzji w sprawie operacji serc
Najnowsze posty

Rok w Domu!!!

 Wczoraj minął rok odkąd przyjechaliśmy do domu ze szpitala. Zleciał jak z bicza trzasł! Był piękny! I trudny. Wszyscy, z Wiktorem na czele, włożyliśmy bardzo dużo wysiłku w ten rok. My z Piotrem przeprowadziliśmy się, zrobiliśmy remont, budowaliśmy dom dla naszego kochanego synka. Taki raj na ziemi. Może bardziej Piotr to zrobił, bo ja głównie zajęta byłam ciągle Wiktorem. Babcie i dziadek, ciocie i wujkowie - rodzina i bliscy wspierali nas nieustannie. To posprzątali, to pomogli coś przewieźć, to zrobili zakupy, to ugotowali... Nasza ekipa medyczna, czytaj: doktor Darek, ciocia Renia, a wcześniej - Bogusia, pani Ania rehabilitantka, pan Adam rehabilitant, pani psycholog Kamila, zawsze wierna ekipa anestezjologów i pielęgniarek z Polanek, cała przychodnia dziecięca, nasza doktor pediatra, pracowała wspólnie z nami i naszą rodziną na zdrowie Wiktora. No i sam on. Mój mały bohater. W ciągu roku zmienił się z sześciokilowego, leżącego dziecka pod respiratorem, które nawet nie trzymało gł

Choróbsko

  Z Nowym Rokiem - nowym krokiem! 2021 rozpoczął się u nas nietuzinkowo - 1.01 wybuchła pierwsza infekcja w domowym życiu Wiktora... Najpierw diagnoza zapalenia oskrzeli, antybiotyk, tlen, ibum i walka w domu. To była jakaś masakra! Pobudki, bo młody się dusił, całe dnie na rękach, nie jadł, nie pił... ostatnią noc w domu w ogóle nie dał się odłożyć. Mam wrażenie, że wspieliśmy się na kolejny lewel rodzicielstwa... a wcale nie chciało nam się wspinać! Od kilku miesięcy jesteśmy oboje skonani! Remont, przeprowadzka, prace obciążone stresem pandemii... i rosnący maluch, który wymaga coraz więcej uwagi! A, zapomniałabym - mamy jeszcze małą kotkę znajdę, która nieustannie coś rozwala, gryzie i szaleje... Luna jej na imię. Wiktor ją bardzo kocha. To piękny widok, jak śpią razem... ale ona też potrzebuje uwagi i zaangażowania! Także dzieje się... więcej niż kiedykolwiek i pewnie jeszcze będzie się działo. Kiedy rodzice wypoczywają???  Także choroba trafiła w moment wyczerpania i sama nie wie

Iść, ciągle iść w stronę słońca

 Jenyyyy!!! Ile się dzieje!!! Miałam pisać 1-go, a tu już 15-ty mnie zastał. Masarnia normalnie jak to mówi moja Łódzka przyjaciółka... No to tak... był chrzest! Było godnie! Remiza wiejska pożyczyła nam namiot, stoły, krzesła... było pięknie... sielsko... Niezwykle wzruszająco. Była Kasia i grała nam na gitarze. Ech ta Kasia ♥️ Zawsze pojawi się we właściwym czasie i miejscu. A przecież mieszka w Lądku! Pan Bóg robi piękne prezenty współpracując z tą Panią! Było naprawdę wspaniale!  Aczkolwiek już wtedy padliśmy na ryjki. A potem wróciłam do pracy, przeprowadziliśmy się do domu na wsi... Tak! To tu będą te alpaki ☺️ Przeszliśmy z opieki gdańskiej pod opiekę koszalińską. Pozbyliśmy się astrala(respirator). Przeszliśmy bez niego infekcję. Wzbogaciliśmy się o nową pielęgniarkę i rehabilitanta. Nawiązaliśmy kontakt z laryngologią w Poznaniu i jutro tam jedziemy w celu dokładnego zbadania i decyzji czy mozna już wyrzucić rurkę z szyi!!!  Chciałabym Wam to szczegółowo opisać, ale muszę się

Astral się kurzy!

Ależ to był miesiąc! Wiktor wystrzelił z różnymi nowinkami. Po pierwsze to nagle zaczął stawać na nogi! Jeszcze z naszą pomocą, ale stawia już swoje pierwsze kroczki. Taka chudzinka słodka, chwieje się cały, ale dumy i radości z tego mnóstwo. Sam sobie już bije brawo, hahaha :) No właśnie, już nie tylko macha, ale też bije brawo, chowa się za rączkami, książkami, bębenkiem i telefonem i robi "Akuku!". Robi wiele dziwnych min, próbuje się komunikować na całego. Pojawiło się też pierwsze TAK (bo wcześniej, tylko kiwał głową na NIE, NIE, NIE...). I zostałam oficjalnie nazwana "egzoszkieletem" - Wiktor najchętniej spędza czas na moich rękach i nie daje się za bardzo z nich odkleić. Chwyta za ucho lub za włosy i kieruje mną niczym swoim rumakiem. Najchętniej na dwór, do świata. Świat jest taki ciekaaaawy!!! Szczególnie auta. Wszelkiej maści pojazdy są pasją naszego syna. Trzęsię się z radości przy ruchliwych ulicach. Mógłby tam stać godzinami. Ach, no i zaczęły się pierw

Tu i teraz

Dziś kolejny zwykły-niezwykły dzień się dzieje. Wstaliśmy punkt 6, bo mały głodomór uznał, że to już czas na kaszkę. Potem mieliśmy nasze rytualne już posiedzenie na balkonie. Trzeba było dokładnie obejrzeć podwórko, upewnić się co się zmieniło, śledzić uważnie każde odjeżdżające auto/brumbrum, no i oczywiście pomachać każdej przelatującej mewie oraz pani ze śmiesznym białym pieskiem. Ostatnio Wiktor nieustannie wszystkim i wszystkiemu macha🤗.  A potem pospaliśmy jeszcze dwie godzinki. Taki jakiś dzień... Po drugim śniadaniu mój mały szef zarządził spacer. Bardzo go ciągnie do świata. Wycieczki to jego pasja! No i huśtawki. No i mama.  Na mój widok płacze, wyciąga rączki, chce natychmiast być blisko. U mamy na rękach to najlepsze miejsce na świecie.  Jak to piszę to widzę, że mam mnóstwo powodów do radości. A jakoś, wstyd się przyznać, nie cieszę się. To znaczy mój mózg się cieszy. Moja głowa widzi, że jest ogrom powodów do wdzięczności, ale serce jakby ściśnięte... Być może to jest l

I żyli długo i szczęśliwie... ?

Nie wiem już sama czemu nie piszę... bo nie mamy problemów? Mamy, ale już nie takie spektakularne. Takie zwykłe. Na takie przecież nie można narzekać, jak przez rok miało się ogromne i starało nie narzekać...  Też nie piszę, bo nie mamy jakiś wielkich sukcesów... to znaczy mamy, codziennie... jednak trudno to opisać... nasz syn oddychał cały dzień sam! Czy to sukces? Przecież wszyscy oddychamy cały czas sami... ostatnio gdzieś czytałam, że dziecko rodząc się traci ciepło i bezpieczeństwo łona matki, ale zyskuje własny oddech, autonomię. Otóż Wiktor doświadcza tego zysku w wieku 15 miesięcy ☺️ I musi sobie na niego ciężko zapracować... Intensywnie ćwiczy teraz oddychanie i nie jest mu lekko... Myślę, że nie piszę, bo przestałam zupełnie myśleć o sobie. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Może to normalne. Ale nie moje... Dziwne. Pisanie tu pomagało najbardziej mi, pomagało uporządkować myśli, dodawało otuchy, dawało poczucie, że nie jesteśmy sami w naszych trudach. A teraz... są nadal trud